started 06/30/2022 (Czwartek)
Stardate 2022.182 (49.86%)piątek, 1 lipca 2022
Skończyłem szkołę - Brawo Ja!
środa, 10 lutego 2021
Ale się porobiło...
Długo nie pisałem, a tymczasem życie nabrało tempa. Ostatni rok 2020 kompletnie przekoziołkował, nawet nie zauważyłem kiedy i stało się rzeczą oczywistą że nastał czas bezhołowia i ogólnego zidiocenia.
Jaki wirus jest, każdy widzi. Prawie wszyscy w namordnikach, nadęci, napuszeni, skaczący sobie do gardeł na zasadzie: "Dlaczego bez czapki?!" albo "Dlaczego w czapce?!" Plakat z "wirtualnego" festiwalu wspinaczki lodowej w Ouray oddaje trochę atmosfere czasów zarazy.
A tymczasem w górach wysokich na K2 - niebywały sukces. Nepalczycy weszli zimą jako pierwsi na K2, gromadnie czyli kupą, podtrzymując się i śpiewając hymn narodowy Nepalu. Szacun & Congrats!
Tak sobie myślę, co by się stało gdyby to tak polscy himalaiści weszli na K2 jako pierwsi zimą, śpiewając Mazurka Dąbrowskiego. To by się wyrabiało, polskie środki "musowego przykazu" zaraz by spazmów, oczopląsu i furi dostały. Zaraz by się zaczęło że to nacjonalizm, faszyzm i te pozostałe plagi , którymi dzisiaj tak łatwo straszą "postęmpackie" media. Różnego rodzaju celebryci od siedmiu boleści z Kryśką J. na czele, szaty by rozdzierali, oczami przewracali, groźnie się patrzyli i straszyli że chyba już teraz wyjadą z "tego kraju".
Inną zupełnie sprawą jest czepianie się przez Niektórych, że Nepalczycy weszli na szczyt wspomagając się tlenem w butlach. Wg mnie to droga jest otwarta, pierwsze wejście zimowe było z tlenem, a teraz przecież można wejść nie oddychając, nago i w nocy, przy okazji nową drogą, w stylu alpejskim, w ciągu jednej doby a w drodze powrotnej zjeżdzając na dupach drogą pierwszych zdobywców. Trzeba tylko chcieć! Nie ma to, tamto! [sarkazm!!!]
ciąg dalszy nastąpi
- znów chodzę po górach i schudłem, w mordę.
- szkołę skończyłem w końcu - brawo ja
- All Trails App i rola smartfonów w górach
- Życie w czasach zarazy i Ogólne Jaja!
- Czego nie jesć i dlaczego.
- Crypto, sztuczna inteligencja i naturalna durnota.
- Studium zdrady czyli Targowica XXI-szego wieku
- Silva Rerum czyli Las Rzeczy i w ogóle o co chodzi?
- A więc, wojna!
Szkołę skończyłem w końcu - Brawo Ja!
sobota, 26 stycznia 2019
Koniec roku, smutne wieści i Kręgi większe i mniejsze...
[Napisane w styczniu 2018]
Muszę stwierdzić, że końcówka roku generalnie wyszła smutno, kiepsko i w ogóle w poprzek, choć nie brakowało momentów dobrych a nawet pewnej podbudowy dobrej na psyche. Przede wszystkim, mój Tato (znany również jako Tatuśko... czy jak go nazwała moja tropikalna żona,Karina - "Papuśko" ), rozchorował się już zupełnie, trafił do szpitala i niestety zmarł 15 listopada w wieku 86 lat. Tatuśko nie należał do zbyt pobłażliwych ojców ale taki Darth Vader reklamował się jako pobłażliwy.Natomiast mój Ojciec nauczył mnie jak się przewija spalony transformator, jak się lutuje obwody elektroniczne, testuje lampy i tranzystory i jak rozebrać i co ważniejsze złożyć z powrotem TT-33 lub P-64 (jak ktoś nadal nie wie co to jest, to znaczy że nie powinien wiedzieć, więc będzie lepiej jak się nie będzie dopytywał). Tatuśko podarował mi również starą książkę wygrzebanę w jego przepastnej kanciapie pt "Zajmująca Fizyka" autorstwa niejakiego Jakuba Perelmana urodzonego w Białymstoku w 1882 i zmarłego z głodu w 1942 w tzw. Leningradzie....
Książka ta pozwoliła mi błysnąć w podstawówce, ogólniaku i na studiach jeżeli chodzi o matematykę i fizykę... taki prosty "hack"...przestawiła mój sposób myślenia... ale jest to książka z gatunku tych które należy przeczytać w odpowiednim wieku albo wcale i wtedy lepiej od razu wyszkoczyć przez okno... zanim zostanie się jakimś smutnym, nie bójmy się tego słowa: "humanistą"... Ja miałem szczęście.
Tak poza tym to dopadłem książkę Regana, "Zapisany w Kręgach". Czytając "Zapisanego w Kręgach" udało mi się powrócić choć na chwilę do lat 80-tych, które minęły bezpowrotnie, wspinów w Tatrach, Alpach i Himalajach... Było to niesamowite uczucie, gdy mogłem wrócić do wydarzeń, ludzi i miejsc, w tych odległych już dziś latach. Ludzi, których znałem, miejsc w których byłem, wydarzeń których byłem uczestnikiem lub świadkiem. Ta wyprawa w Himalaje Garhwalu jesienią 1986 była dla wielu z nas jakimś punktem zwrotnym, kamieniem milowym czy jakby powiedziała moja Mama: "To był Znak!" I to nie jest tylko kwestia grzybów które dostaliśmy od Amerykanów w bazie pod Shivling'iem... Po tej wyprawie wiedziałem że muszę jakoś, tak czy inaczej wyjechać z chorego PRL-u, co do Regana, Kubola i innych to odsyłam do "Zapisanego w Kręgach", opowieści o wspinaniu w konwencji "przygodowo-awanturniczej" w ramach buddyzmu przy dzwiękach muzyki synkopowanej...
(spisane w styczniu 2018)
P.S. Zapóźnione to trochę, ale niech będzie. Powinienem to opublikować rok temu.




