Znowu pojawiło się nawoływanie typu: Polacy! Wracajta! Jeszcze nigdy nie było tak dobrze! Niejaki Mikołaj S. (podejrzany ma swoje prawa) napisał że trza wracać i nie ma co dyskutować!
Przyczyny dla których mamy wracać i morda w kubeł wg pana Mikołaja są następujące:
Bezpieczeństwo ponoć.
Dziedzictwo jakoby.
Żywność, niby.
Koszty życia, na razie
Wspólna kultura, czyżby.
Co do tego bezpieczeństwa to wystarczy spojrzeć tylko na mapę aby potwierdzić że Polska nadal znajduję się między Niemcami i Rosją a te dwa bandyckie narody nie zmieniły się. Na dodatek na polskiej granicy z Białorusią trwa walka z muzułmańską nawałą, ale można udawać że nic się nie dzieje nawet jak nowy rząd zacznie wpuszczać muzułmaństwo i to pozorne bezpieczeństwo się skończy bardzo szybko. Otóż Polacy wybrali nie wiadomo kogo i nie wiadomo co i nie wiadomo po co. Pewnie sami nawet nie wiedzą za czym głosowali. I w tym wszystkim pojawia się nikomu nieznany Mikołaj S. i wrzeszczy "wracajta!" W przypadki nie wierzę, bo przez przypadek to "faraon podbił Syrię..."
Tak zwane dziedzictwo nie gwarantuje zachowania tożsamości. A w ogóle co to jest ta tożsamość, ja ciągle jestem taki sam, to dzisiejsza Polska i Polacy zmienili się w sposób nierozpoznawalny. Dzisiejszy język polski przypomina swoim zapożyczeniami z języków obcych czasy Jana Chryzostoma Paska. Inna sprawa że dziedzictwo mojej rodziny od strony mamy to dziedzictwo Lwowa i okolic, a Szczecin to tak za bardzo polski nigdy nie był i na dodatek w czasach PRL-u był traktowany po macoszemu w przeciwieństwie do Wrocławia czy Gdańska. I jako urodzony w Szczecinie moja tożsamość jako Polaka urodzonego w Szczecinie jest nijaka w przeciwieństwie do bycia Polakiem związanym ze Lwowem. Ale "to se ne vrati"
Jeżeli chodzi o żywność to w Polsce do wszystkiego dodawany jest cukier i dziwne oleje przemysłowe. I nie ma o czym mówić. Polskiej sztuce kulinarnej daleko do kuchni włoskiej czy francuzkiej na przykład. Na dodatek w Stanach żadna durna lewacka pinda nie mówi mi że jedzenie mięsa to grzech... generalnie, uważam że polska kuchnia jest tak samo przereklamowana jak uroda polskich kobiet.
Sardynki w oleju sojowym czyli oleju wytworzonym przemysłowo
Bigos z cukrem i olejem rzepakowym również wytworzonym przemysłowo.
Koszty życia? Naprawde, pod wieloma względami to jest drożej niż na Zachodzie. I do tego zarobki średnie to jakieś pięć tysiąca netto i niecałe trzy tysiące średnia emerytura (netto) przy cenie wynajmu kawalerki o powierzchni 30 metrów kw około 2500 złp. Powiem szczerze, że moja przyszła emerytura federalna w ilości okóło $3500 da mi dużo wygodniejsze życie w takim Urugwaju, Kostaryce, Peru czy w Meksyku. źrodło: Kawalerki na wynajem | Otodom.pl
Polska kultura jest nacechowana zawiścią, wścibstwem, plotkartwem, knuciem i podkładaniem świń. Nieustanne zaglądanie sąsiadom do gara (co jedzą?), portfela (ile kasy mają?) i do głowy (a co oni sobie myślą?) powoduje że wolę się trzymać z daleka nawet jakbym musiał żyć w Patagoni, po drugiej stronie świata.
"Your DNA is a cosmic code that vibrates with the universe's intelligence." Deepak Chopra - Babble
"Cats are insects." Czesiek z Grajewa jak jest na Bani.
Październik 2020 - Maxwell Falls
Lipiec 2022 - Chicago Lakes Sierpień 2022 Mesa Verde
jak to zrobiłem? to tajemnica... mógłbym długo o tym mówić, ale niestety spotkałem się z reakcjami że powinienem się leczyć u psychiatry. Niektórzy ludzie nie potrafią zrozumieć że to mój organizm, moje zdrowie, moje ciało i moje życie i mój wybór co będę jadł i co będę robił w wolnym czasie.
Ci co wiedzą o co chodzi to nie muszą się pytać, reszta niech będzie milczeniem. Znudzony jestem nieustannym udowadnianiem ludziom małego ducha że nie jestem nosorożcem. I tyle.
"Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
Wrogów poszukam sobie sam
Dlaczego kurwa mać bez przerwy
Poucza ktoś w co wierzyć mam..." - Andrzej Garczarek
Gdzieś mi się przyplątał taki stary, mdławy i trochę byle jaki wiersz który popełniłem w czasie jak odchodziłem z WAT zimą 1980 roku, to był wtedy dla mnie okres "burzy i naporu". I stąd ten "młodopolski" - wielki księżyc na Miedzianem. Niecałe trzy lata później "ten wielki księżyc", zamienił się w taternickie "Łysy świeci jak idiota" - czyli krótko i zajebiście.
YogaBabble #1 "Ignite your inner flame by merging with the cosmic dance of universal energies."
Nagle dostaje wiadomość o szczecińsko-krakowskim wyjeździe na trek/wspin w rejon Everestu....
Minęło dwadzieścia lat od naszej pamiętnej Wyprawy jesienią 2003 kiedy pojechaliśmy się PRZEBUDZIĆ w Himalajach.
Decyzję podejmują od razu: JADĘ!!!
Z naszego oryginalnego zespołu Colorado, mało nas zostało: Włodek - zmarł w styczniu 2022, Jurek, gdzieś przepadł na Wschodnim Wybrzeżu, Beata jest w Polsce i raczej się nie wybiera, Gosia, mieszka wprawdzie o jakieś 250 metrów ode mnie, ale żyje w odległej, wrogiej galaktyce...
Plan jest prosty, być znowu w Himalajach, dojść do bazy pod Everestem (Everest Base Camp -EBC), dojść do Gokyo Lakes, może się gdzieś wspiąć... Nie jadę na medytację, jadę na wspin. Nie chcę rozczulać się nad kwiatkami, chmurkami i zwierzątkami. Nie chcę rozdawać nepalskim dzieciom cukierków i czekoladek, nie dlatego że skąpy jestem ale dlatego że wszelkie słodycze są po prostu niezdrowe... "Sugar is toxic" Dr Robert Lustig
W swoim czasie uczestniczyłem w takiej jednej medytacji która wyglądała bardziej jak wiec polityczny w jakiejś neo-bolszewickiej jaczejce.
Nie wykluczam jednak że pewnie zdołam się zachwycić "ponurą melancholią gór nieustępliwą mgłą spowitych" (F. Goetel Taternik Rocznik 6 1912 numer 3)
Plany - Trek -Wspin
Sprzęt na trek/wspin
Przygotowania - training
Żywność-Dieta przed i w czasie wyprawy czyli Operacja Znikający Bebzon
Powinienem być w Kathmandu a nie jestem. Powinienem być w Himalajach ale na razie nie będę.
Rozchorowałem się w nocy przed wyjazdem, dostałem jakiejś upiornej sraczki połączonej z wymiotami na niemal kosmiczną skalę, bólem łba, zawrotami i nawet jakimiś wibracjami.
W tej sytuacji lepiej chorować w domu, niż chorować w samolocie z Seattle do Doha, który na dodatek leci na Arktyką. Wolę być chorym w własnym łóżku, niż nie daj Boże w jakiejś szpitalnej pryczy w takiej nie bójmy się tego słowa Workucie...
Karina oczywiście mówi że "everything happens for the reason.." Cóż, pozyjemy zobaczymy. Czas niespokojny i generalnie nikt nie wie co będzie. To wszystko wpisuje się w moją starą mantrę że "liczba idiotów na świecie osiągnęła masę krytyczną"
Kryptowaluty, takie jak Bitcoin czy Ethereum, od kilku lat są gorącym tematem w świecie finansów i technologii. Są to cyfrowe waluty zdecentralizowane, co oznacza, że nie są kontrolowane przez centralny organ, taki jak rząd czy instytucja finansowa. Zamiast tego opierają się na technologii rozproszonego rejestru, zwanej blockchain, co sprawia, że są odporne na oszustwa i hakerstwo. Zainteresowałem się bitcoin jeszcze w 2013 roku, kiedy to zapisałęm się na kurs "Startup Engineering" prowadzony w Stanford University i oferowany w wersji on-line. Ceny bitcoin w tamtym czasie oscylowały poniżęj $100 Kupiłem sobie garść..., choć od razu znaleźli się "znafcy" tudzieź inni "eksperci" rynku którzy przestrzegali, trochę jak pewien znany mi uprzednio instrukor alpinizmu ostrzegał przed drogą Puskasz'a na Kieżmarskim: " a ty wiesz jak Puskasz się szybko wspinał? a tam jest takie miejsce że jedna dziewczyna płakała!". A było to jakoś latem 1984 roku podczas obozu SKW na Słowacji w Tatrzańskiej Łomnicy. Nic dziwnego że w nocy przed wyjściem w drogę jeden z młodych taterników miał jakieś koszmary i krzyczał przez sen: "Nie idź na to! To trudne!"
Powyżej załączam celowo i złośliwie potwierdzenie zakupu BTC i ETH po jeszcze śmiesznych cenach. BTC sprzedałem pod koniec 2017, na początku 2018 i spłaciłem dom. Reszta niech sobie leży w zieleni, jeść nie woła jak to mówią
Jednym z najbardziej innowacyjnych aspektów kryptowalut jest fakt, że umożliwiają szybkie, niskokosztowe transakcje bez potrzeby pośredników, takich jak banki. Oferują także stopień prywatności i anonimowości użytkownikom, co może być szczególnie atrakcyjne dla tych, którzy obawiają się nadzoru rządu lub kradzieży tożsamości.
Potencjalne zastosowania kryptowalut wykraczają poza tylko transakcje między ludźmi. Na technologii blockchain można budować tzw. inteligentne kontrakty, czyli umowy samowykonywalne, których warunki umowy są bezpośrednio zapisane w kodzie. Otwiera to możliwości dla szerokiej gamy zautomatyzowanych transakcji i zastosowań, od zarządzania łańcuchem dostaw po systemy wyborcze.
Jednak kryptowaluty również niosą ze sobą pewne zagrożenia. Ze względu na swoją zdecentralizowaną naturę nie są wspierane przez żadne rządy ani instytucje, co sprawia, że są wysoce zmienne i podatne na gwałtowne wahania wartości. Może to prowadzić do znaczących strat finansowych dla inwestorów. Kryptowaluty są również kojarzone z nielegalnymi działaniami, takimi jak pranie pieniędzy i finansowanie terroryzmu. Ponadto, brak regulacji na rynku kryptowalut może prowadzić do oszustw, oszustw i innych rodzajów przestępczości.
Podsumowując, kryptowaluty mają potencjał, aby rewolucjonizować sposób, w jaki się ze sobą transakcjonuje i interakcjonuje. Ich zdecentralizowana natura i technologia blockchain oferują stopień bezpieczeństwa i prywatności, który nie jest dostępny w tradycyjnych systemach finansowych. Jednak niosą one również ze sobą ryzyka, w tym wysoką zmienność, potencjalną działalność przestępczą i brak regulacji. Jak w przypadku każdej inwestycji, ważne jest dokładne rozważenie ryzyka i korzyści przed zaangażowaniem się w świat kryptowalut.
I oczywiście takie kraje jak Chiny Ludowe czy Indie będą zakazywać używania krypto walut, co drugi rok a może i częściej.
Sztuczna Inteligencja
Obietnice, zagrożenia czyli obiecanki i pogróżki.
Sztuczna inteligencja, czyli AI, stała się w ostatnich latach coraz popularniejszym tematem. Podczas gdy obietnice AI są ogromne, istnieją również obawy związane z jej zagrożeniami. Jednocześnie zauważa się rosnący trend "naturalnej głupoty" wśród ludzi. W tym poście przedstawimy obietnice i zagrożenia związane z AI oraz porównamy je z tym trendem.
Obietnice AI
Jedną z głównych obietnic AI jest jej zdolność do automatyzacji zadań, które w innym przypadku wymagałyby pracy ludzkiej. To ma potencjał poprawy efektywności i produktywności w szerokim zakresie branż, od produkcji po opiekę zdrowotną. AI również ma zdolność podejmowania złożonych decyzji na podstawie ogromnych ilości danych, co może prowadzić do nowych odkryć i wniosków.
Ponadto AI może być wykorzystane do poprawy naszego codziennego życia na wiele sposobów. Na przykład wirtualni asystenci, takie jak Siri lub Alexa, mogą odpowiadać na pytania i wykonywać zadania, podczas gdy samochody autonomiczne mogą zmniejszyć ryzyko wypadków i oszczędzić czas kierowcom.
Zagrożenia AI
Pomimo licznych obietnic, AI stwarza również poważne zagrożenia. Jednym z największych zmartwień jest możliwość zastąpienia przez AI pracowników ludzkich, co prowadzi do masowej utraty pracy i zakłóceń w gospodarce. Istnieją również obawy związane z wykorzystaniem AI w działaniach wojennych, takie jak autonomiczne drony, które mogą podejmować decyzje życiowe bez ludzkiej interwencji.
Innym powodem do zmartwień jest możliwość wykorzystania AI do tworzenia skuteczniejszyc kampanii propagandy i dezinformacji, co może mieć poważne konsekwencje dla demokracji i stabilności politycznej. Wreszcie, obawy dotyczą potencjału AI do stania się samoświadomą i stanowić zagrożenie dla istnienia ludzkości.
Naturalna Durnota
Podczas gdy AI ma potencjał znaczącej poprawy naszego życia, zauważa się rosnący trend "naturalnej głupoty" wśród ludzi. Odnosi się to do spadku myślenia krytycznego i zdolności do rozumowania, co przypisuje się czynnikom takim jak media społecznościowe działające jak klatki z papugami powtarzające fałszywe wieści.
Ten trend może mieć poważne konsekwencje dla społeczeństwa, ponieważ może prowadzić do braku racjonalnego podejmowania decyzji i niezdolności do rozwiązania skomplikowanych problemów. Na dzień dzisiejszy, niestety platformy społecznościowe przyczyniają się do wzrostu naturalnej głupoty. Plotki, fałszywki, nienawiść, pycha, cynizm, malkontenctwo, smędzenie, jojczenie a także zwykłe pieprzenie głupot na dowolny temat święci tryumfy. Nawet najbardziej durne teorie konspiracyjne znajdują często większy posłuch niż weryfikowalne fakty czyli "pokazuha i maskirowka". Wiadomo kto za tym wszystkim stoi, bowiem przytłaczająca większość teorii spiskowych jest wymyślona po to aby odwrócić uwagę od prawdziwych spisków.
Od jakiegoś czasu, smartfony, GPS, aplikacje takie jak AllTrails i media społecznościowe są wykorzystywane do nawigacji po górskich szlakach i organizacji wyjazdów wspinaczy.
Smartfony: Smartfony stały się niezbędnym narzędziem dla wspinaczy, zapewniającym szereg funkcji do nawigacji i komunikacji. Wspinacze mogą używać swoich smartfonów do dostępu do map, sprawdzenia warunków pogodowych i uzyskania informacji o pobliskich szlakach. Mogą również używać swoich telefonów do robienia zdjęć, śledzenia swojego postępu i dzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi. Wiele smartfonów jest wyposażonych w GPS, co pozwala wspinaczom śledzić swoje położenie i nawigować po szlaku.
GPS: GPS to potężne narzędzie do nawigacji i jest powszechnie używane przez wspinaczy do odnalezienia drogi na szlaku. Urządzenia GPS mogą zapewnić wspinaczom rzeczywiste informacje o ich położeniu, przebytej odległości i kierunku. Wiele urządzeń GPS ma również wczytane mapy i punkty orientacyjne, co może pomóc wspinaczom zaplanować swoją trasę i pozostać na właściwej drodze. Niektóre urządzenia GPS oferują także funkcje takie jak ślady okruchów chleba, które mogą pomóc wspinaczom powrócić po swoich śladach, jeśli zabłądzą.
Aplikacje takie jak AllTrails: AllTrails to przykład aplikacji na smartfon, która może być wykorzystywana do nawigacji po górskich szlakach. Aplikacja dostarcza użytkownikom dostęp do bazy danych ponad 100 000 szlaków, wraz z mapami, opiniami i zdjęciami. Użytkownicy mogą wyszukiwać szlaki według lokalizacji, poziomu trudności i innych kryteriów, a także tworzyć niestandardowe trasy przy użyciu narzędzi mapowania aplikacji. AllTrails oferuje również funkcje społecznościowe, pozwalając wspinaczom łączyć się z innymi użytkownikami i dzielić się swoimi doświadczeniami.
Media społecznościowe: Platformy mediów społecznościowych, takie jak Facebook i Instagram, mogą być również wykorzystywane do organizowania wspinaczy i dzielenia się informacjami o szlakach. Wspinacze mogą dołączać do grup lub obserwować strony poświęcone konkretnym szlakom lub rejonom wspinaczkowym, gdzie mogą uzyskać porady i dzielić się wskazówkami z innymi wspinaczami. Media społecznościowe mogą również być wykorzystywane do organizowania grupowych wyjazdów, pozwalają wypytać o panujące warunki, pogodę czy też zatłoczenie w schroniskach czy na obozowiskach. Inną natomiast jest sprawą że na niektórych grupach jest też sporo szumu informacyjnego wprowadzanego przez różnego rodzaju frustratów, złośliwców i nienawistników zwanych w dzisiejszych czasach "trollami" lub "hejterami"
Szkołę skończyłem już dwa i pół roku temu, w grudniu 2020. Jeszcze głębia pandemii była. Nie pojechałem nawet na rozdanie dyplomów, bo to w sumie nie takie było jak sobie wymyśliłem.
Tutaj jest krótkie video z Wirtualnego zakończenia szkoły:
Moje imię i nazwisko pojawia się w momencie 11:58, w prawej kolumnie. Dyplom dostałem, a jakże! Całkiem ładny, ale trochę za duży i nie bardzo mam gdzie powiesić na razie.
Kosztowało mnie to sporo czasu i wysiłku i trochę szkoda że nie zakończyło się to "normalną" ceremonią, ale cóź - "biednemu zawsze wiatr w oczy".
A tak wyglądało pandemiczna, nieludzka ceremonia rozdania dyplomów, w namordnikach i na dystans. Brak tej atmosfery pełnego spontanu i radości z poprzednich lat. Tak to wygląda, niestety.
Długo nie pisałem, a tymczasem życie nabrało tempa. Ostatni rok 2020 kompletnie przekoziołkował, nawet nie zauważyłem kiedy i stało się rzeczą oczywistą że nastał czas bezhołowia i ogólnego zidiocenia.
Jaki wirus jest, każdy widzi. Prawie wszyscy w namordnikach, nadęci, napuszeni, skaczący sobie do gardeł na zasadzie: "Dlaczego bez czapki?!" albo "Dlaczego w czapce?!" Plakat z "wirtualnego" festiwalu wspinaczki lodowej w Ouray oddaje trochę atmosfere czasów zarazy.
A tymczasem w górach wysokich na K2 - niebywały sukces. Nepalczycy weszli zimą jako pierwsi na K2, gromadnie czyli kupą, podtrzymując się i śpiewając hymn narodowy Nepalu. Szacun & Congrats!
Tak sobie myślę, co by się stało gdyby to tak polscy himalaiści weszli na K2 jako pierwsi zimą, śpiewając Mazurka Dąbrowskiego. To by się wyrabiało, polskie środki "musowego przykazu" zaraz by spazmów, oczopląsu i furi dostały. Zaraz by się zaczęło że to nacjonalizm, faszyzm i te pozostałe plagi , którymi dzisiaj tak łatwo straszą "postęmpackie" media. Różnego rodzaju celebryci od siedmiu boleści z Kryśką J. na czele, szaty by rozdzierali, oczami przewracali, groźnie się patrzyli i straszyli że chyba już teraz wyjadą z "tego kraju".
Inną zupełnie sprawą jest czepianie się przez Niektórych, że Nepalczycy weszli na szczyt wspomagając się tlenem w butlach. Wg mnie to droga jest otwarta, pierwsze wejście zimowe było z tlenem, a teraz przecież można wejść nie oddychając, nago i w nocy, przy okazji nową drogą, w stylu alpejskim, w ciągu jednej doby a w drodze powrotnej zjeżdzając na dupach drogą pierwszych zdobywców. Trzeba tylko chcieć! Nie ma to, tamto! [sarkazm!!!]
ciąg dalszy nastąpi
znów chodzę po górach i schudłem, w mordę.
szkołę skończyłem w końcu - brawo ja
All Trails App i rola smartfonów w górach
Życie w czasach zarazy i Ogólne Jaja!
Czego nie jesć i dlaczego.
Crypto, sztuczna inteligencja i naturalna durnota.
Studium zdrady czyli Targowica XXI-szego wieku
Silva Rerum czyli Las Rzeczy i w ogóle o co chodzi?
A więc, wojna!
Szkołę skończyłem w końcu - Brawo Ja!
06/30/2022
Szkołę skończyłem już dwa i pół roku temu, w grudniu 2020. Jeszcze głębia pandemii była. Nie pojechałem nawet na rozdanie dyplomów, bo to w sumie nie takie było jak sobie wymyśliłem.
Tutaj jest krótkie video z Wirtualnego zakończenia szkoły:
Moje imię i nazwisko pojawia się w momencie 11:58, w prawej kolumnie. Dyplom dostałem, a jakże! Całkiem ładny, ale trochę za duży i nie bardzo mam gdzie powiesić na razie.
Kosztowało mnie to sporo czasu i wysiłku i trochę szkoda że nie zakończyło się to "normalną" ceremonią, ale cóź - "biednemu zawsze wiatr w oczy".
A tak wyglądało pandemiczna, nieludzka ceremonia rozdania dyplomów, w namordnikach i na dystans. Brak tej atmosfery pełnego spontanu i radości z poprzednich lat. Tak to wygląda, niestety.
[Napisane w styczniu 2018]
Muszę stwierdzić, że końcówka roku generalnie wyszła smutno, kiepsko i w ogóle w poprzek, choć nie brakowało momentów dobrych a nawet pewnej podbudowy dobrej na psyche. Przede wszystkim, mój Tato (znany również jako Tatuśko... czy jak go nazwała moja tropikalna żona,Karina - "Papuśko" ), rozchorował się już zupełnie, trafił do szpitala i niestety zmarł 15 listopada w wieku 86 lat. Tatuśko nie należał do zbyt pobłażliwych ojców ale taki Darth Vader reklamował się jako pobłażliwy.Natomiast mój Ojciec nauczył mnie jak się przewija spalony transformator, jak się lutuje obwody elektroniczne, testuje lampy i tranzystory i jak rozebrać i co ważniejsze złożyć z powrotem TT-33 lub P-64 (jak ktoś nadal nie wie co to jest, to znaczy że nie powinien wiedzieć, więc będzie lepiej jak się nie będzie dopytywał). Tatuśko podarował mi również starą książkę wygrzebanę w jego przepastnej kanciapie pt "Zajmująca Fizyka" autorstwa niejakiego Jakuba Perelmana urodzonego w Białymstoku w 1882 i zmarłego z głodu w 1942 w tzw. Leningradzie....
Książka ta pozwoliła mi błysnąć w podstawówce, ogólniaku i na studiach jeżeli chodzi o matematykę i fizykę... taki prosty "hack"...przestawiła mój sposób myślenia... ale jest to książka z gatunku tych które należy przeczytać w odpowiednim wieku albo wcale i wtedy lepiej od razu wyszkoczyć przez okno... zanim zostanie się jakimś smutnym, nie bójmy się tego słowa: "humanistą"... Ja miałem szczęście.
Tak poza tym to dopadłem książkę Regana, "Zapisany w Kręgach". Czytając "Zapisanego w Kręgach" udało mi się powrócić choć na chwilę do lat 80-tych, które minęły bezpowrotnie, wspinów w Tatrach, Alpach i Himalajach... Było to niesamowite uczucie, gdy mogłem wrócić do wydarzeń, ludzi i miejsc, w tych odległych już dziś latach. Ludzi, których znałem, miejsc w których byłem, wydarzeń których byłem uczestnikiem lub świadkiem. Ta wyprawa w Himalaje Garhwalu jesienią 1986 była dla wielu z nas jakimś punktem zwrotnym, kamieniem milowym czy jakby powiedziała moja Mama: "To był Znak!" I to nie jest tylko kwestia grzybów które dostaliśmy od Amerykanów w bazie pod Shivling'iem... Po tej wyprawie wiedziałem że muszę jakoś, tak czy inaczej wyjechać z chorego PRL-u, co do Regana, Kubola i innych to odsyłam do "Zapisanego w Kręgach", opowieści o wspinaniu w konwencji "przygodowo-awanturniczej" w ramach buddyzmu przy dzwiękach muzyki synkopowanej...
(spisane w styczniu 2018)
P.S. Zapóźnione to trochę, ale niech będzie. Powinienem to opublikować rok temu.
Tak się składa że dziś, właśnie dziś było zaćmienie Słońca w Stanach o przebiegu jak na powyższej mapie. Korki na autostradzie do Wyoming z Denver przekroczyły ludzkie pojęcie (trzy godziny opóźnienia) a nasze orginalne plany i tak pokrzyżowała choroba, więc Wielką Zaćmę obejrzałem w Denver (92%), zdjęcie z "rogalikiem". Udałem się do pobliskiego parku znanego jako Falcon Mountain Park, jakieś 15 minut jazdy samochodem z mojej chaty która jest i później 600 metrów podejścia co daje dobry trening przed dowolnie wybranymi górami na Ziemi... Fajnie było, niezbyt wielu ludzi, jakieś laski które w krzakach paliły marihuanę (teraz legalna w Colorado...), znowu inne laski, chyba z nizin w Teksasie lub Kansas próbowały biec co na tej wysokości dla nie wtajemniczonych daje raczej przykre rezultaty... Dodam tylko że mój obecny dom w Lakewood znajduję się na wysokości jakieś 1784 metry nad poziomem morza... więc ten spacer w Mount Falcon Park kończy się na mniej więcej na 2400 m. npm... hi...hi... Następne zaćmienie Słońca będzie w 2024 roku gdzieś w Nowym Meksyku a poźniej w 2045 roku samym Denver... (będę wtedy Stary Grzyb, jak dożyję oczywiście) . Aha, oprócz tego zaczęła się szkoła czyli powrót do Georgia Tech...
Stardate 2017.215 (58.63%) Na zdjęciu Gosia i Renatka na jeziorze Titicaca (Peru) optymistyczne, wyluzowane w czerwcu 2005, obrazek przepuszczony przez magiel w stylu Dream Deep. Tytuł blogu jest prosty i wyraża typowe smucenie wiecznie zatroskanych, zniesmaczonych, zażenowanych niby światłych, postępowych, tych co wiedzą o co chodzi, członków kasty namaszczonej w Piekle lub na Kremlu... (HGW... ja nie wiem gdzie dokładnie ich namaszczono...) Tytuł tego blogu to kombinacja klasycznych cytatów z filmów naszego pokolenia (jeszcze nie wiem jak zdefiniować to nasze pokolenie... więc póki co to będzie rozmyte... czyli fuzzy logic... ) . Te filmy to Inspekcja Pana Anatola (1959) oraz Grzeszny Żywot Franciszka Buły (1980) . Łatwo jest narzekać, smucić i marudzić... ale na ogół potrzebny jest nam politycznie mało poprawny entuzjazm, " obrzydliwie normalnych optymistów" . Tylko że dziś tych "obrzydliwie normalnych" to już prawie nie ma... jakie czasy, taki syf. Każdemu według koszmarów.
Stardate 2017.201 (55.07%) Jesienią 2015 roku, kiedy to powróciłem do szkoły, zacząłem swoją przygodę w Georgia Institute of Technology startując z przedmiotem Computer Vision. Właśnie w ramach tego przedmiotu zetknąłem się z koncepcją DeepDream czyli Convolutional Neural Network. Generalnie chodzi o to aby przetworzyć dany obraz używając wzorców z innego zadanego obrazu. Jak widać mniej więcej na poniższym obrazku, gdzie oryginał - lewy górny róg, jest przetworzony według wzorca - lewy dolny róg, dając w rezultacie nawiedzoną wersje po prawej stronie. Wygląda na to że nagle sami z siebie możemy we własnej piwnicy tworzyć mniejsze lub większe "dzieła" sztuki podpadając różnym dawnym znajomym którym wydaje się że jak studiowali w takim czy innym ASP to mają jakieś generalne zezwolenie na mądrość artystyczną.
trochę innych obrazków, moich tym razem:
Nepal 2003 - Wyprawa Jak się o Niej nie Pisze
Boliwia 2004 - Coś się konczy, coś się zaczyna...
Colorado czyli Jakby nie było, będzie dobrze. Musi
Peru 2013, Cuzco, twierdza Sacsahuayman
Denver, Confluence Park w stronę 16th Street.
Boliwia 2004, Huayna Potosí (6,088 metrów) i cmentarz górników.
Paryż 2008, Champs-Élysées. Wyjazd służbowy z OpenTV
Jerozolima, 2007. Stare Miasto. Wyjazd służbowy z OpenTV
Stardate 2017.201 (55.07%) tak sobie piszę na marginesie tego co to się wyrabia w polskim Sejmie. Ale z drugiej strony, budynek Sejmu ma kształt cyrku i tylko pajaca brakuje aby sobie z korkowca policzek przestrzelił... Jak widać niestety w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe, zaistniały bowiem osoby publiczne w Kraju które wymyśliły Rubikoń i Święto Sześciu Króli w tym "króla" o imieniu Belzebub. W ogóle odnoszę wrażenie że obecnie żyjemy w Roku Belzebuba, która zaciera swoje brudne łapska widząc jak stare podziały zamieniają się w przepaście nad którymi nie da się zbudować żadnych mostów i że to wszystko zakończy się jakąś jatką. Ale, to nie jest mój cyrk ani moje małpy, nie ja tych ludzi wybierałem i nie ja muszę z nimi żyć. I tak jak pisałem, dzięki portalom typu Facebook wiem dokładnie, kto i jak ma nasrane we łbie i wiem już że niektórych ludzi muszę unikać przez następne 100 wcieleń a może i dłużej. Póki co to się tylko przyglądam i milczę, "dwuznacznie i złowieszczo".
aha, właśnie zobaczyłem w przykaziorach że w ramach odstawienia zbiorowego "focha", małpy wylegują się na asfalcie w Warsiawce przed Sejmem. To takie teraz jest "trendy" i na "topie"... Jakby ktoś się pytał jak się wybiera sędziów Sąd Najwyższego w USA to jest to w miarę proste. Prezydent nominuję sędziego do SN, a Senat wyraża zgodę (lub nie...) i nowy członek SN obejmuje stanowisko. Zgodnie z Drugim Artykułem Konstytucji USA mamy do czynienia z wyraźnym rozdziałem władzy pomiędzy Prezydentem a Senatem:
Nie chcę mi się teraz wnikać w strukturę sądów stanowych, powiem tylko że jako wyborca w Colorado co dwa lata mam możliwość aby odwołać lokalnych sędziów (których kadencja właśnie wygasa), mogę głosować za odwołaniem lub przedłużeniem ich mandatu na następną kadencję. W czasie ostatnich wyborów w listopadzie zeszłego roku, bodajże trzech sędziów w stanie Colorado zostało odwołanych z prostego powodu że podpadli wyborcom ( również mi...) ale warto zauważyć że żaden z tych "podpadziochów" nie ukradł wiertarki... Oczywiście, w cyrku polskim jest inaczej, sędziowie sami się wybierają, ustalają, popierają i kradną wiertarki i nie tylko. I chcą wieść życie "wolne od trosk dnia codziennego(*)"...Widać naocznie że komuna wprawdzie upadła w 1989 roku, ale upadła na cztery łapy, kosmate i złodziejskie.
Te "troski dnia codziennego" to osobny temat do którego wrócę...
Stardate 2017.194 (53.15%)
Jakiś czas temu pojawiły się tak zwane portale społecznościowe i ni z gruszki ni z pietruszki można było nawiązać dawno utracony kontakt z tzw. Naszą Klasą. Niewątpliwą zaletą tychże portali czyli nie bójmy się tego słowa: platformy komunikacyjnej, było to że nagle można było zobaczyć zdjęcia których nigdy uprzednio się nie widziało, zrobionych z cicha pęk tanim aparatem typu "Smiena" lub "Zorkij" jak powyższe zdjęcie ze szczecinskiej "Gubałówki" gdzie stoję z kolegami z IVd VI LO (Matura '79) - Jackiem i Lesławem. Dziś, oczywiście w pewnych środowiskach, "eliciarskich" powiedzmy, modne jest to że ci którzy próbują udawać "światłych, postępowych i należących do wyjątkowej kasty" zgodnie za niektórymi mediami musowego przykazu twierdzą że nie używają FB czy NK. Można i tak. Podoba mi się to że mogę zobaczyć nigdy nie widziane zdjęcia i choć na krótki czas przypomnieć sobie młodość która tak szybko minęła. Wadą natomiast jest to kiedy osoby znane od dawna, które lubię a które znam od co najmniej 20 lat, nagle zaczynają pieprzyć i po lewacku smucić bez sensu i widzą wszystko osobno... Przykre to. Oczywiście, te upiorne, patologiczne przypadki mają się nijak do IVd VI LO (Matura '79), ale generalnie warto wiedzieć kto jest kto, oraz dokładnie jak i dlaczego ma nasrane we łbie. Nie warto jest lecieć przez ogromny Atlantyk jak można się wszystkiego dowiedzieć poprzez FB. A tak w ogóle takie latanie w tą i z powrotem przyczynia się do "globalnego ocipienia", więc po co? Wolę w swojej piwnicy posiedzieć, zwłaszcza że jak oglądałem nową buteleczkę wina to mi się sama z siebie właśnie "otworzyła"...
W końcu się sprężyłem i przesadziłem swojego wielgaśnego kaktusa, który ma dobrze ponad dwa metry wysokości i którego mam ponad 15 lat. Aby się nie pokłuć, zawinąłem tego stwora w "bubble wrap" czyli folię bąbelkową i tak opatulony kaktus nie stanowił już żadnego zagrożenia a po za tym strukturalnie się wzmocnił i mogłem go położyć na boku aby go wywlec ze starej donicy. Mała rzecz a cieszy.
Dziś był ostatni dzień w biurze przed długim weekendem Święta Niepodległości. Do pracy wracam dopiero w środę, ale w międzyczasie będę trochę pracował i uczył się w domciu, popełnię też trochę słów do mojego a-periodycznego blogu (ukazuje się kiedy chce, z rzadka, z cicha pęk i przeważnie nocą, wprost proporcjonalny do ilości czerwonego wina)... przesadzę mojego zbuntowanego kaktusa, pomaluję ławkę i pojadę w góry... "I want to see mountains again, mountains Gandalf!!!" Z drugiej strony, podsumowując przy okazji Independence Day i widząc co się na świecie wyrabia dochodzę do wniosku że ilość idiotów na świecie przekroczyła masę krytyczną i że wielka globalna wojna jest nieunikniona i wręcz moralnie wskazana. Niestety. Mieliśmy w planie wyjazd do Polski na początku czerwca a wyszło nam tak że musieliśmy odwołać. Zdrowie nie zawsze dopisuje. Tak już jest. Być może uda nam się nawiedzić Stary Kraj jeszcze tego lata a może nie. Wiadomo - "Wichry Wojny". Wolność jest bezcenna.
StarDate 2017.179 (49.04%)
Niedługo połowę roku diabli wezmą. Wczoraj w firmie mieliśmy dzień całkiem poważnych prezentacji i żeby było śmieszniej była awaria sieci elektrycznej... co ostatni raz w pracy zdarzyło się chyba 5 lat temu... Niezłe jaja, wszystko ustawione, wszyscy napuszeni, dumni i bladzi a tu taka popelina. Pół godziny przed prezentacją, ciemność nastała... a dziś mamy "Bike to Work Day", czyli postrach na drogach. Tysiące nawiedzonych rowerzystów będzie się próbowało zabić, siebie i innych.
Generalnie uważam że jazda na rowerze jest w porządku, ale nie może być tak że ludzie jeżdzą pod prąd, w poprzek i na czerwonych światłach uważając że ich nie obowiązują przepisy ruchu drogowego. Oczywiście, sporo jest złych, mało ostrożnych kierowców samochodów czy ciężarówek ale patrząc na to od strony statystycznej wśród rowerzystów to już normalnie jest wysyp bezgranicznych kretynów, chyba mają gdzieś gniazdo w pobliżu... Na szczęście do biura "nadjechałem" kolejką podmiejską i nie będę musiał się użerać z pacaństwem.
Tak sobie przypomniałem stwierdzenie z polskiego filmu telewizyjnego Big Bang (UFO przyleciało do jakiejś wsi w PRL-u)
"Pan uważa, cała ludzkość nasrane ma w głowie?
A to jest kochanienki, za słabo powiedziane. Ludzie cierpią na wszechtronny niedorozwój umysłowy"
A poniżej jest całkiem długi film z najważniejszej prezentacji ostatnich 50 lat przynajmniej, a być może najważniejszej prezentacji XX wieku z grudnia 1968 roku, kiedy to wizjonersko zaprezentowano główne elementy póżniejszej rewolucji informatycznej: windows, hypertext, tele-konferencję, mysz komputerową: The_Mother_of_All_Demos
StarDate 2017.177 (48.49% roku)
Jeszcze raz próbuje wystartować, zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Zacznę bazgrać, mało ale często, najlepiej codziennie. W góry na razie nie jeżdzę, w mordę... ale będę przynudzał o pracy, szkole, "Life, The Universe and Everything", może uda mi się sprawdzić czy odpowiedź rzeczywiście jest "42"... ;-)
O co chodzi z tym "42"?
Jakieś dwa lata temu zdecydowałem się na kolejny dokształt. Po głębokim namyśle, prze-kombinowaniu, prze-optymalizowaniu mojego życia obudziłem się "up the creek without a paddle" czyli " w górę strumienia, bez wiosła". W góry jeżdzę mało lub wcale, choć mieszkam w górach i właśnie dlatego, dokładnie dlatego, niemal wszystko zrobiło się nagle do dupy. W tak zwanym międzyczasie pojawiły się tak zwane MOOC (Massive Open Online Course): MOOCs . Nagle pojawiła się możliwość rzeczy niemożliwych, darmowy dokształt na odległość z najlepszych uczelni na Ziemi. Po odświeżeniu i ukończeniu paru podstawowych przedmiotów jak teoria obwodów, fizyka i algebra liniowa z uczelni takich jak MIT, Harvard czy Stanford, nagle pomimo 50-siątki na karku przekonałem się że jeszcze mi na zdech nie idzie. I właśnie w tymże czasie pojawił się program w Georgia Institute of Technology (niektórzy nazwali Georgia Tech: MIT of the South) . Mówiąc w skrócie, złożyłem podanie z egzaminami oraz rekomendacjami czyli cuda z pięściami i jakoś mnie przyjeli, nie wymagali oficjalnego potwierdzenia z WEL PS, tylko z University of Colorado, który zresztą w swom czasie potwierdził WEL PS. Tak to skrócie wygląda, oto przygarść linków : OMSCS @ Georgia Tech
and Rambling Reck
a także: Jurek Burdel
O co chodzi w programie OMSCS w Georgia Tech?
Ciekawe wyjaśnienie dziekana College of Computing w Georgia Tech: Zvi Galil wyjaśnia.
... a w zasadzie trochę więcej... Wiem, jestem leniem patentowanym. Rok 2013 był taki sobie generalnie, mógł być lepszy, ale też nie był taki całkiem, nie bójmy się tego słowa, zupełnie "DO DUPY"
Więc, co się stało w tak zwanym międzyczasie? (nie zaczyna się zdania od "WIĘC"!!!, jakby powiedziała pewna moja polonistka). Sprawa jest przeraźliwie prosta, kolano mi szwankuje, boli prawie zawsze, z cicha pęk, i znienacka, rano, po południu, w dół i pod górę. Ale, nie będę narzekał, zbyt mocno. Jakby nie było, trochę ruszyłem się tu i tam w ciągu ostatniego roku. Na zdech mi jeszcze nie idzie, choć nigdy nie wiadomo. Ubywa znajomych, bo już "biorą z naszej półki". Zawsze brali.
Trochę jednak podróżowaliśmy w zeszłym roku, i to nie jest tak że wszystko jest w plecy.